Kobieta.
Dwa chromosomy XX
Pochodna mężczyzny.
Słaba płeć
Przyczyna niejednej wojny
To tyle wstępu.
Kim w dzisiejszym świecie jest kobieta?
Matką
Żoną
Kochanką
Więźniarką
Lekarką
Prócz tego może być:
- ateistką
- buddystką
- hinduistką
- politeistiką
jak również: żydówką/chrześcijanką/muzułmanką.
Każda filozofia ma sposób "na kobietę". Jedna propaguje "róbta co chceta ze swoim ciałem, nawet możecie je doszczętnie wyjałowić" inna: jesteś głównie do płodzenia dzieci i usługiwania mężowi. Jeszcze inna zezwala na realizowanie siebie nie tylko przez ciężką pracę fizyczno-umysłową, jaką jest dom. Przez wieki sposób traktowania kobiet ulegał zmianie. Zazwyczaj jednak pozycja kobiety w czasie wojny była delikatnie mówiąc nie do pozazdroszczania. Bywała łupem wojennym. Często bywała upadlana...Poprawka to honor rodu był plamiony. I to niezależnie czy mówimy o północnym globie, czy południowym.
W PL była bardzo specyficzna sytuacja. Kobiety czy to w okresie renesansu, czy we wcześniejszych epokach miały wielkie poważanie. Rozporządzały majątkiem, prowadziły interesy. Oczywiście wszystko przy zachowaniu
tradycyjnego podziału ról biologicznych. Byliśmy ewenementem. Później to wszystko stanęło na głowie. I o ile chłopka dalej miała to swoje równouprawnienie o którym wspominała Orzeszkowa we wstępie do "Nad Niemnem" o tyle kobieta ze sfer była już dobrem rodu i przekazywano ją sobie z rąk do rąk. Kobieta ze sfer musiała odbyć edukację, jednak tylko po to by wprowadzić ją w stan frustracji (jeśli była świadoma niesprawiedliwości -> pierwsze dyplomowane lekarki to XIX wiek, i bardziej schyłek...).
Jak tu cię ma szlag nie trafić, jak nie możesz praktykować bo zamiast czegoś w spodniach masz coś w gorsecie?
Dobra, wywalczyłyśmy swoje prawa za pomocą sufrażystek i ich potomkiń feministek. Prawo do nauki, rozwodu etc...
Dziś feministki zachodnie (także nasze rodzime) zapominają o dbaniu o interesa kobiet i zajmują się interesami wszystkich, tylko nie kobiet właśnie.
Femen zaliczam jako atrakcję dla panów.
Jest tymczasem twór zwany feminizmem muzułmańskim. Na czym on polega? A no kobiety działające w tego typu organizacjach odkurzają właściwe hadisy, fragmenty Koranu traktujące o właściwym traktowaniu muzułmańskiej kobiety. W końcu wg wielu entuzjastów Islam to religia o charakterze nieco feministycznym. No tak. Nie wolno zaprzeczyć. Prawo do życia, prawo do nauki, do pracy (nie tylko na rzecz rodu), ale i samej siebie..
Niestety właściwe informacje nie mają wzięcia w mediach jako takich i woli się przytaczać wpadki "świętych" mężów, którzy może i Koran znają, ale naukę inrerpretacji zaniedbano na poziomie szkoły podstawowej tudzież pierwszych stopni wtajemniczenia podczas szkolenia w medresach.
W każdym razie walka o prawa kobiet z krajów, gdzie spora większość obywateli ma przodków muzułmanów i sami niekiedy wyznają islam "od A do Z" powinien odbyć się zgodnie z regułami, które nadały kobietom podstawowe prawa.
Prawa, które skodyfikowano dopiero na przełomie XIX/XX wieku w świecie zachodnim.
Wiedza jest idealnym orężem do walki z głupotą, chęcią irracjonalnej zemsty, ślepym papugowaniem niektórych przepisów i zapisów.
Jak widać chrześcijaństwo obrywa od tzw. wolnych mediów i ludzi pozujących na ateistów. Jak skończą z Nami, chrześcijanami zabiorą się za muzułmanów.
Możnaby stwierdzić, że islam jest gwarancją przetrwania chrześcijaństwa, a wolność muzułmańskich kobiet jest ściśle powiązana z wolnością chrześcijanek.
I dlatego walcząc o prawa muzułmanek nie ma sensu rozbierać się, bo to przynosi więcej szkody niż pożytku.
Poza tym zdarza się, że osoby poznające islam nie zwracają się ku niemu, ale jeśli są chrześcijanami nawracają się. Taka swoista ironia losu...
Na zachodzie prawa nam kobietom nie zostaly dane "na raz". Musimy o nie ciągle walczyć. W PL wybitnie.
Bo źródłem zagrożenia dla wolności kobiety nie jest kler, jak próbuje wmówić nam strona "wyzwolona". To świeccy są często zagrożeniem. Ze swoimi anachronicznymi miarami i planami, co do wszystkich kobiet w PL.
Nie każda kobieta nadaje się na matkę. I bardzo dobrze, że wiele z nich nie decyduje się na dzieci. Dla dobra tych dzieci i narodu.
Choć islam, według których jest przeze mnie nieco gloryfikowany, nie uznaje opcji: kobieta nie ma dzieci, bo nie chce. Chyba tylko bezpłodność może ją "zwolnić" z posiadania potomstwa. A i to niekoniecznie, bo przecież po spełnieniu zasad przyzwoitości jest możliwe zastosowanie in vitro - komórka jajowa żony i nasienie jej męża. Przecież co nie jest zabronione, jest dozwolone. Albo adopcja...Na odpowiednich zasadach - dziecko ma swoje nazwisko, rodzic adopcyjny nie przejmuje majątku dziecka. Itd.
No i dlaczego muzułmanka miałaby nie chcieć dzieci? Przecież dziecko to objaw Bożego Błogosławieństwa. W chrześcijaństwie, czy judaizmie też. Ale o ile ten drugi jest dla mnie troszkę ezgotyczny (tak, tak, mamy pięcioksiąg, i tyle naszego kontaktu z judaizmem).
A w wypadku chrześcijaństwa koncepcja "Dziecko jako objaw Bożego Błogosławieństw" bywa nieraz źle wykładana albo wcale.
Poziom nauki religii w PL jest żenująco niski. Nie każdy ma ambitnego katechetkę/ambitną katechetkę, który chce nie tylko przekazać swoją wiedzę dotyczącą teologii, ale i swoje spojrzenie. Częstokroć jest przedstawione czyjeś stanowisko, ale nie zawsze poparte właściwymi argumentami.
Cały czas mam na myśli wykładaną religię katolicką obrządku rzymskiego.
koniec części 1
piątek, 7 czerwca 2013
niedziela, 2 czerwca 2013
programy traktujące o celebrytach i inne takie
Celebryta - osoba znana z tego, że jest znana
Szczerze mówiąc ostatnio słabo się orientuję w życiu nie mającym nic wspólnego z uczelnią, pojęciami fizykochemicznymi. Owszem wiem jakie zmiany zachodzą w podatkach, cenach surowców.
Jednak śledzenie tego, kto co powiedział, kto kogo zna, z kim się spotykał nie uważam za podstawę swojej ludzkiej egzystencji. Jest mi z tym dobrze.
Reaguję dopiero wtedy jak przez przypadek widzę paru dziennikarzy, którzy zamiast wziąć łopate i zacząć kopać tunel dla warszawskiego metra, preferują bardziej "ambitne zajęcie" w postaci "dokopmy celebrytom".
Szczerze mówiąc poziom wielu wypowiedzi dziennikarzy jest tak żałosny, że pozostaje się zastanowić czy upadek polskiej oświaty nie zaczął się przypadkiem w latach 80, 90, a nie na poczatku milenium.
Tytuły artykułów portali internetowych przypominają tytuły najgorszych brukowców, których przeznaczeniem jest skończenie jako namiastka papieru toaletowego.
A i tak gdy się czyta artykuł (a ja za artykuł rozumiem stronę A4 lub więcej), często można mieć wrażenie, że nie był pisany przez osoby z poniekąd wyższym wykształceniem tylko przez dzieci, którym gramatyka i ortografia dopiero się kształtuje (1-2 klasa SP).
Doprawdy nie rozumiem, jak taka inteligentna dziennikarka, której imienia wolę nie wymówić może się tak umysłowo upodlić?
Poświęcenie uwagi na tzw. słeet focie powinno być zajęciem dla psychologów, czy socjologów.
Słeet focie mogą być problemem dla osób tworzących sobie alternatywną rzeczywistość.
Ale nie dla dziennikarzy.
No chyba, że problem się rozwiążą a biedacy nie będą mieli o czym rozprawiać.
1. Narzekacie, że brudno w mieście?
Wziąć worek na śmieci, szczotkę i cisnąć.
2 .Narzekacie, że parkuje się na tzw. kopertach?
Upomnieć koleżanki (czy kolegów), którzy tak robią.
3. Narzekacie, że pociągi nie kursują zgodnie z rozkładem?
Ułóżcie taki rozkład, który będzie uwzględniał stan torów, robót etc. Może wam wyjdzie lepiej. A najlepiej zacznijcie remontować trakcje. Życzę szczęścia.
4. Narzekacie, że w kraju jest antysemityzm?
Zastanówcie się, czy któreś z Waszych kolegów nie ma z tym problemu i pomóżcie mu.
Szczerze mówiąc ostatnio słabo się orientuję w życiu nie mającym nic wspólnego z uczelnią, pojęciami fizykochemicznymi. Owszem wiem jakie zmiany zachodzą w podatkach, cenach surowców.
Jednak śledzenie tego, kto co powiedział, kto kogo zna, z kim się spotykał nie uważam za podstawę swojej ludzkiej egzystencji. Jest mi z tym dobrze.
Reaguję dopiero wtedy jak przez przypadek widzę paru dziennikarzy, którzy zamiast wziąć łopate i zacząć kopać tunel dla warszawskiego metra, preferują bardziej "ambitne zajęcie" w postaci "dokopmy celebrytom".
Szczerze mówiąc poziom wielu wypowiedzi dziennikarzy jest tak żałosny, że pozostaje się zastanowić czy upadek polskiej oświaty nie zaczął się przypadkiem w latach 80, 90, a nie na poczatku milenium.
Tytuły artykułów portali internetowych przypominają tytuły najgorszych brukowców, których przeznaczeniem jest skończenie jako namiastka papieru toaletowego.
A i tak gdy się czyta artykuł (a ja za artykuł rozumiem stronę A4 lub więcej), często można mieć wrażenie, że nie był pisany przez osoby z poniekąd wyższym wykształceniem tylko przez dzieci, którym gramatyka i ortografia dopiero się kształtuje (1-2 klasa SP).
Doprawdy nie rozumiem, jak taka inteligentna dziennikarka, której imienia wolę nie wymówić może się tak umysłowo upodlić?
Poświęcenie uwagi na tzw. słeet focie powinno być zajęciem dla psychologów, czy socjologów.
Słeet focie mogą być problemem dla osób tworzących sobie alternatywną rzeczywistość.
Ale nie dla dziennikarzy.
No chyba, że problem się rozwiążą a biedacy nie będą mieli o czym rozprawiać.
1. Narzekacie, że brudno w mieście?
Wziąć worek na śmieci, szczotkę i cisnąć.
2 .Narzekacie, że parkuje się na tzw. kopertach?
Upomnieć koleżanki (czy kolegów), którzy tak robią.
3. Narzekacie, że pociągi nie kursują zgodnie z rozkładem?
Ułóżcie taki rozkład, który będzie uwzględniał stan torów, robót etc. Może wam wyjdzie lepiej. A najlepiej zacznijcie remontować trakcje. Życzę szczęścia.
4. Narzekacie, że w kraju jest antysemityzm?
Zastanówcie się, czy któreś z Waszych kolegów nie ma z tym problemu i pomóżcie mu.
sobota, 1 czerwca 2013
Hej za rok matura...
Zakwitły kasztany, to znak, że rozpoczęły się matury.
Te słowa mogły zabrzmieć eterycznie zwłaszcza w dzisiejszej rzeczywistości. Rzeczywistości w której młody człowiek nie traktuje matury jako wielkiego wydarzenia. Jest to po prostu większa klasówka. I tyle. Nieraz poziomem odbiegająca od szkolnych sprawdzianów. (bywało, że matura była łatwiejsza niż niejedna klasówka). No cóż...reforma edukacji zrobiła swoje.
A za dwa lata kolejna zmiana w tej dziedzinie.
Mój wykładowca często przytacza słowa z których wynika sens: Zostaliśmy skrzywdzeni reformą edukacji.
I to prawda.
Nie każdy jest predestynowany do studiów. (czy to rozpoczęcia, czy to ich ukończenia).
Za czasów młodości naszych rodziców i dziadków odbywała się naturalna selekcja. Najzdolniejsi szli do Liceum (i tak nie każdy miał szanse je ukończyć). Jak nie do LO to szło się do technikum mogąc spodziewać się pracy po ukończeniu szkoły. Ostatecznie zostawała szkoła zawodowa.
Istniała pewna równowaga w przyrodzie.
A dziś?
Wszyscy widzimy.
Tylko czemu nie oponujemy? Czy wyssano z nas siły życiowe? Że zachowujemy się jak śnięte ryby?
Bo jeśli teraz nie zaprotestujemy przeciw upadkowi polskiej szkoły to cofniemy się do bardzo wczesnego okresu Polski Ludowej, kiedy to większość narodu musiała uczęszczać na kursy pisania i czytania.
A może nam taki wstrząs jest potrzebny?
Kwit z pralni odsłona 1
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14019912,Ekspert__USA_nie_powinny_rozszerzac_programu_bezwizowego.html#BoxWiadTxt
Pytanie za 100 pkt.
Czy to Polacy rozwalili te wieże WTC?
Czy to Polacy urządzili ze święta sportu masakrę?
No kurczę nie.
Jedynym przestępstwem Polaków w USA było to, że niektórzy zapominali umówić się na herbatkę z urzędnikiem imigracyjnym i omówić kwestie dalszego przebywania na terenie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnych.
Bywa.
Jakim prawem Polacy są na szarym końcu w kwestii wiz?
A zresztą.
Wg niektórych znajomych Amerykanie też powinni starać się o wizy w PL.
Wstańmy z tych kolan, bo odciski zamienią się w rany, a rany w gangrenę, a gangrena w sami wiecie co.
America - wake up!.
Or maybe you want to be alone?
It's your business.
Pytanie za 100 pkt.
Czy to Polacy rozwalili te wieże WTC?
Czy to Polacy urządzili ze święta sportu masakrę?
No kurczę nie.
Jedynym przestępstwem Polaków w USA było to, że niektórzy zapominali umówić się na herbatkę z urzędnikiem imigracyjnym i omówić kwestie dalszego przebywania na terenie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnych.
Bywa.
Jakim prawem Polacy są na szarym końcu w kwestii wiz?
A zresztą.
Wg niektórych znajomych Amerykanie też powinni starać się o wizy w PL.
Wstańmy z tych kolan, bo odciski zamienią się w rany, a rany w gangrenę, a gangrena w sami wiecie co.
America - wake up!.
Or maybe you want to be alone?
It's your business.
piątek, 3 maja 2013
Wiosna
Wiosna w końcu wróciła do Polski. To wspaniale! W końcu ile może padać śnieg paraliżując miejską komunikację?
Tak jakby zawsze kursowała punktualnie...W każdym razie zima utrudniała nam życie aż do końca marca.
Z drugiej strony chodniki były wolne od amatorów ekologicznej jazdy.
No właśnie. Są rowerzyści i rowerzyści. Tak jak są kierowcy i kierowcy, czy piesi i piesi.
Rowerzysta może jechać po chodniku, gdy ma on 2 m. - tak mówią przepisy.
Jak to jednak w życiu bywa (zwłaszcza w PL) przepisy swoje, a ludzie swoje. Dziś znów czułam się jak intruz na chodniku. Idąc do kościoła po chodniku o szerokości ok. 1,2 m (może 1,5 m) zeszłam na bok by przepuścić rodzinkę na rowerze. Ojciec rodziny i tak łypał na mnie okiem pt "co ty tu robisz".
No przepraszam, ale chodnik z nazwy wskazuje nam na czynność, którą powinniśmy na nim wykonywać. A mianowicie chód. A jezdnia to miejsce gdzie się zazwyczaj jeździ (ew. idzie na pielgrzymkę we właściwym sezonie). Później perfidnie szłam na całym chodniku (z osobą towarzyszącą) o szerokości 1 m. Młodzieńcy jadący naprzeciw nie mieli zbytniego wyboru i musieli się zatrzymać. Mijając nas użyli słów
"Nie mogły k... zejść?".
Myślę sobie, gdzie jest Straż Miejska?
Świętuje w kościele rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja.
Dziennikarze co pewien czas uwielbiają łapać się tematu "Uwaga, Rowerzyści!!". Niestety mam często wrażenie, że są oni ofiarami w reportażach tej czy innej stacji.
No cóż.
Nie posiadam ani nie posiadałam karty rowerowej, ale gdy wyruszam na przejażdżkę korzystam ze ścieżek. Lub chodników (po których NAPRAWDĘ) nikt nie chodzi, bo są przy trasie i zobaczyć na nich człowieka jest niemal nie sposób (chyba, że na rowerze :) ).
Szanowni Rowerzyści, jeśli nie znacie przepisów, to nie zachowujcie się na chodniku jak kierowca na jezdni chcący pokazać swoją władzę. Czytajcie znaki graficzne. Jesteście na chodniku gośćmi. A gość nie powinien dominować nad gospodarzem.
Szanowni piesi nie chodźcie ścieżką rowerową, a jeśli już to chodźcie gęsiego jakbyście szli po jezdni.
Tak jakby zawsze kursowała punktualnie...W każdym razie zima utrudniała nam życie aż do końca marca.
Z drugiej strony chodniki były wolne od amatorów ekologicznej jazdy.
No właśnie. Są rowerzyści i rowerzyści. Tak jak są kierowcy i kierowcy, czy piesi i piesi.
Rowerzysta może jechać po chodniku, gdy ma on 2 m. - tak mówią przepisy.
Jak to jednak w życiu bywa (zwłaszcza w PL) przepisy swoje, a ludzie swoje. Dziś znów czułam się jak intruz na chodniku. Idąc do kościoła po chodniku o szerokości ok. 1,2 m (może 1,5 m) zeszłam na bok by przepuścić rodzinkę na rowerze. Ojciec rodziny i tak łypał na mnie okiem pt "co ty tu robisz".
No przepraszam, ale chodnik z nazwy wskazuje nam na czynność, którą powinniśmy na nim wykonywać. A mianowicie chód. A jezdnia to miejsce gdzie się zazwyczaj jeździ (ew. idzie na pielgrzymkę we właściwym sezonie). Później perfidnie szłam na całym chodniku (z osobą towarzyszącą) o szerokości 1 m. Młodzieńcy jadący naprzeciw nie mieli zbytniego wyboru i musieli się zatrzymać. Mijając nas użyli słów
"Nie mogły k... zejść?".
Myślę sobie, gdzie jest Straż Miejska?
Świętuje w kościele rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja.
Dziennikarze co pewien czas uwielbiają łapać się tematu "Uwaga, Rowerzyści!!". Niestety mam często wrażenie, że są oni ofiarami w reportażach tej czy innej stacji.
No cóż.
Nie posiadam ani nie posiadałam karty rowerowej, ale gdy wyruszam na przejażdżkę korzystam ze ścieżek. Lub chodników (po których NAPRAWDĘ) nikt nie chodzi, bo są przy trasie i zobaczyć na nich człowieka jest niemal nie sposób (chyba, że na rowerze :) ).
Szanowni Rowerzyści, jeśli nie znacie przepisów, to nie zachowujcie się na chodniku jak kierowca na jezdni chcący pokazać swoją władzę. Czytajcie znaki graficzne. Jesteście na chodniku gośćmi. A gość nie powinien dominować nad gospodarzem.
Szanowni piesi nie chodźcie ścieżką rowerową, a jeśli już to chodźcie gęsiego jakbyście szli po jezdni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)