Wczoraj poczułam się jak w jakimś Afganistanie za czasów Talibów. Tam też czasem wielu twierdziło, że są mądrzejsi od mułły. I chociaż Islam to religia, którą każdy może interpretować to jednak powinno się ją tak interpretować by nie dzieliła ludzi na lepszych (mężczyźni) i gorszych (kobiety). Jak wyszło (i wychodzi) tamtejszym ludziom każdy widzi. Nie o tym jednak. Czułam się zniesmaczona tą awanturą. Wokół symbolu chrześcijaństwa. Symbolu, który miał być przypominać ludziom o miłości Boga do ludzi. Najwyraźniej jednak politycy woleli schować głowę w piasek i zrzucać odpowiedzialność na kościół, że "umył ręce niczym Poncjusz Piłat". No jak umył? Wysłał młodych, rześkich księży. Z polotem. Ten polot za dużo nie pomógł w starciu z rozhisteryzowanym tłumem. Tłum "bronił" krzyża przed księżmi. Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Wybrałam opcję 1 - szą. Płacz i tak nic nie da. A i ten śmiech jest przez łzy.
Druga sprawa przyprawiająca mnie o dreszcze to VAT. No to mogę pakować walizki. Nie dość, że pracy nie ma, to jeszcze o sklonowaniu samej siebie (z drobnym rozcieńczeniem genów z innej "planety") w POLSCE to mogę sobie pomarzyć. Polityka tego państwa jest cholernie przyjazna rozmnażaniu się. Tak kurde przyjazna, że aż mnie się odechciewa szukać drugiej istoty by doszło do stworzenia nowego życia. Wiatropylna przecież nie jestem. Nie dość, że w razie ślubu w budynku na którego szczycie stoi krzyż spotkają mnie dziwne rzeczy na kursie przedmałżeńskim (mimo szkolenia w ramach lekcji religii pewnie trzeba będzie jeszcze się "doszkolić". I cóż z tego, że jeden kurs był całkiem?). Ja nie chce by jakaś ortodoksyjna kobiecina, której kwiat młodości już dawno usechł mówiła mi jak się "zabezpieczać po Bożemu”. Może uda się jednak ominąć taki rodzaj ślubu? Albo najlepiej takiego nie brać. Ślub cywilny jest szybki i bezbolesny dla finansów. Bo kosztuje mniej. A kazań już za młodu się nasłuchałam i pewnie nasłucham.
W każdym razie podniesienie VAT – u będzie gwoździem do trumny dla partii rządzącej. Ale naszego narodu też. Całe utrzymanie będzie nie do zniesienia. Żywność do góry, mieszkania do góry, dzieci do góry. Pieprzę coś takiego. I czekam aż ludzie zaczną protestować by chronić swój byt. Ziemski. Bo do wiecznego trochę daleko. Czy Wincent będzie miał honor (w domyśle też co innego) by w razie czego odejść? Ja wątpię. Politycy nie mają honoru. Przynajmniej nie ci „z góry”.
WYBORY. SLD na pożegnanie takiego chamskiego prezentu nam nie zostawiło.
środa, 4 sierpnia 2010
czwartek, 24 czerwca 2010
wakacje w Polsce? a może lepiej jak najdalej od Polski w sezonie wakacyjnym?
Gdy miałam naście lat jeździło się na obozy i kolonie. Jednak by pozwolić sobie na taki luksus trzeba było mieć albo super bogatych rodziców, albo rodzice mogli mieć miłego szefa, który godził się na dofinansowanie takiej imprezy. Te czasy bezpowrotnie minęły. Teraz jeśli chciałabym mieć wakacje z prawdziwego zdarzenia trzeba byłoby iść do pracy. I się pójdzie. Tylko dylemat. Jechać gdzieś w Polskę czy do Egiptu. Patriotyczne podejście do sprawy powinno podsunąć mi pomysł: Karpaty albo nasze piękne morze (Jezior nie lubię. Wilgoć, komary i groźba pasażerów "na gapę", którzy polubili naszą tkankę płynną). Tylko czy n-ty pobyt nad Bałtykiem pomógłby mi się zrelaksować? Wątpię.
Oto parę powodów które pokazują moje obiekcje odnośnie wypoczywania choćby nad Morzem Bałtyckim.
I. Zakwaterowanie.
Musiałabym sobie wynająć pokój w akademiku, bo najtaniej.
II. Jedzenie.
Nie samym jodem człowiek żyje. I gdzie tu znaleźć stołówkę z przytomnymi cenami? I jednocześnie zjadliwym pokarmem? Zdarzało się, że musiałam jeść szybko potrawę by nie poczuć jej smaku. Ktoś powie: nie jedz. No, ale rodzice zapłacili to trzeba, nie? Nazwy tamtejszej restauracji nie przytoczę bo albo splajtowała albo polepszyła jakość posiłków.
III. Inne atrakcje typu lody.
Ponoć nad morzem gałka lodów kosztuje od 2 - 2,50 zł. Często nawet 3 złote. Żadnych rewelacji cenowych nie ma. W każdej kawiarni którą "wizytowałam" gałka lodów zaczyna się właśnie od 2 zeta wzwyż. Np. taki Grycan. Jakbyśmy tak chcieli zjeść niezły deser to byśmy sporą kasę wydali. Taka prawda.
IV. Pogoda.
Powszechnie wiadomo, że nasza polska aura jest nieprzewidywalna. A nawet gorzej. O ile deszcz można przeżyć. O tyle burze już nie są tak "miłe". Chociaż w obecnej sytuacji powodziowej nie powinnam nawet myśleć, że deszcz "ujdzie". Rozrywki mogące pomóc "zabić" czas:
1. Czytanie książki albo czasopisma w lokalnej bibliotece. Sposób na zabicie nudy doskonały.
2. Kino. Jeśli coś fajnego jest w kinie to czemu nie? Chociaż jak patrzę na niektórych "artystów" to ochota na wyrzucenie pieniędzy w błotko przechodzi szybciej niż przyszła.
3. Jeśli marzysz o adrenalinie, a jesteś nad morzem to proponuję oglądanie sztormu (to dla odważnych)
4. Dyskoteka. Minusem tego jest: zaczyna się późno (dopiero od 19 - 20), na drugi dzień możesz mieć podwójnego kaca (moralny + fizyczny), ktoś może wzbogacić twojego drinka o magiczne substancje, które niekoniecznie dobrze wpłyną na twój umysł i świadomość.
5. Gra w bilard lub inne gry (o ile to nie są jednoręcy bandyci). Jak masz dobre towarzystwo...czemu nie.
V.Plaże i woda.
Co roku SANEPID ogłasza, które kąpieliska są ok. Jak patrzę na niektóre plaże (i wodę) zaczynam wątpić w zdrowy rozsądek tej organizacji. Śmieci, zagloniona woda. Cudnie.
Kiedyś musiałam iść głębiej w morze by nie mieć styczności z meduzą, która sobie spokojnie pływała jak gdyby nigdy nic. Jakoś nie miałam ochoty na takie pamiątki z obozu.
I to nie było w Jelitkowie.
A może lepiej wybrać się za granicę? Turcja? Tunezja? Egipt? Grecję odradzam z wiadomych powodów (w dodatku strajk różnej maści pracowników, co za ....). Jeśli wykupię wczasy w takim Neckermanie albo w innym niepolskim biurze to raczej powinnam być szczęśliwa. I będę. Chyba. Pogoda mi dopisze. Jak się zna więcej języków niż tylko ten osławiony angielski można zaszaleć. Można się wybrać na wycieczkę do piramid, albo zobaczyć Hagię Sophię. No bo ile można smażyć się na słońcu? Albo przebywając wśród roślin ile można robić siebie darmową stołówkę dla różnej maści komarów? A one nie są tak przyjazne jak nasze (chociaż po powodziach i nasze lokalne komarzyce stały się wielkie i wredne).
Zawsze jednak znajdzie się mankamenty swoich podróży lub danej sytuacji. Zawsze narzekamy jako naród. Może zróbmy zawody w narzekaniu?
Oto parę powodów które pokazują moje obiekcje odnośnie wypoczywania choćby nad Morzem Bałtyckim.
I. Zakwaterowanie.
Musiałabym sobie wynająć pokój w akademiku, bo najtaniej.
II. Jedzenie.
Nie samym jodem człowiek żyje. I gdzie tu znaleźć stołówkę z przytomnymi cenami? I jednocześnie zjadliwym pokarmem? Zdarzało się, że musiałam jeść szybko potrawę by nie poczuć jej smaku. Ktoś powie: nie jedz. No, ale rodzice zapłacili to trzeba, nie? Nazwy tamtejszej restauracji nie przytoczę bo albo splajtowała albo polepszyła jakość posiłków.
III. Inne atrakcje typu lody.
Ponoć nad morzem gałka lodów kosztuje od 2 - 2,50 zł. Często nawet 3 złote. Żadnych rewelacji cenowych nie ma. W każdej kawiarni którą "wizytowałam" gałka lodów zaczyna się właśnie od 2 zeta wzwyż. Np. taki Grycan. Jakbyśmy tak chcieli zjeść niezły deser to byśmy sporą kasę wydali. Taka prawda.
IV. Pogoda.
Powszechnie wiadomo, że nasza polska aura jest nieprzewidywalna. A nawet gorzej. O ile deszcz można przeżyć. O tyle burze już nie są tak "miłe". Chociaż w obecnej sytuacji powodziowej nie powinnam nawet myśleć, że deszcz "ujdzie". Rozrywki mogące pomóc "zabić" czas:
1. Czytanie książki albo czasopisma w lokalnej bibliotece. Sposób na zabicie nudy doskonały.
2. Kino. Jeśli coś fajnego jest w kinie to czemu nie? Chociaż jak patrzę na niektórych "artystów" to ochota na wyrzucenie pieniędzy w błotko przechodzi szybciej niż przyszła.
3. Jeśli marzysz o adrenalinie, a jesteś nad morzem to proponuję oglądanie sztormu (to dla odważnych)
4. Dyskoteka. Minusem tego jest: zaczyna się późno (dopiero od 19 - 20), na drugi dzień możesz mieć podwójnego kaca (moralny + fizyczny), ktoś może wzbogacić twojego drinka o magiczne substancje, które niekoniecznie dobrze wpłyną na twój umysł i świadomość.
5. Gra w bilard lub inne gry (o ile to nie są jednoręcy bandyci). Jak masz dobre towarzystwo...czemu nie.
V.Plaże i woda.
Co roku SANEPID ogłasza, które kąpieliska są ok. Jak patrzę na niektóre plaże (i wodę) zaczynam wątpić w zdrowy rozsądek tej organizacji. Śmieci, zagloniona woda. Cudnie.
Kiedyś musiałam iść głębiej w morze by nie mieć styczności z meduzą, która sobie spokojnie pływała jak gdyby nigdy nic. Jakoś nie miałam ochoty na takie pamiątki z obozu.
I to nie było w Jelitkowie.
A może lepiej wybrać się za granicę? Turcja? Tunezja? Egipt? Grecję odradzam z wiadomych powodów (w dodatku strajk różnej maści pracowników, co za ....). Jeśli wykupię wczasy w takim Neckermanie albo w innym niepolskim biurze to raczej powinnam być szczęśliwa. I będę. Chyba. Pogoda mi dopisze. Jak się zna więcej języków niż tylko ten osławiony angielski można zaszaleć. Można się wybrać na wycieczkę do piramid, albo zobaczyć Hagię Sophię. No bo ile można smażyć się na słońcu? Albo przebywając wśród roślin ile można robić siebie darmową stołówkę dla różnej maści komarów? A one nie są tak przyjazne jak nasze (chociaż po powodziach i nasze lokalne komarzyce stały się wielkie i wredne).
Zawsze jednak znajdzie się mankamenty swoich podróży lub danej sytuacji. Zawsze narzekamy jako naród. Może zróbmy zawody w narzekaniu?
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Dzieci, przyrost naturalny
Jak w tym kraju ma się rodzić więcej dzieci? Skoro w ogóle nie szanuje się kobiet w ciąży? Lub osób z dziećmi? W piątek wysiadałam z Z3. Z racji tego, że ludzie z zewnątrz śpieszyli się niezmiernie by wejść koniecznie do środka transportu starałam się wypłynąć z Zeta jak najszybciej. Nikt nie zauważył (czytać: może nie chciał widzieć) starszej kobiety z wózkiem w którym smacznie sobie spał osesek. Na swoje nieszczęście ja zauważyłam. Rozejrzałam się więc. Może ktoś inny się zajmie kobieciną i jej wnuczęciem? Żaden człowiek (zwłaszcza panowie w wieku średnim {35- 50}) nie ruszył swoich 4 liter by kobiecinie pomóc. Sama święta nie byłam. Zrezygnowana jakoś podniosłam wózek i babcia weszła z wnuczęciem do autobusu. W sumie to nic nie zrobiłam (wg mnie). Głupio mi było, że zbyt wiele nie pomogłam. Zwłaszcza gdy pani podziękowała. Nie wiem za co.
Nie wiem czy w TESCO są kasy dla ciężarnych. Są jak yeti. Wszyscy słyszeli a nikt nie widział. No cóż. Parę w rozmowie z kumpelą przemycę słowa: no sorry, ale co z tymi ludźmi? Żeby nie ustępowali kobietom w ciąży miejsca w busie. (mam na myśli te po których widać. No bo sorry, w 1ym miesiącu to nie widać nic, a my nie mamy USG oraz promieniowania gamma w oczach). Ciekawe co by powiedzieli ci niewidzący gdyby ich żona/siostra/mama tak by musiały stać będąc w ciąży. Zaraz by się zbulwersowali. A ja proponuję starą zasadę: Nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe.
Oto wypowiedzi wielu kobiet, które w pewnym stopniu spotkały się ze znieczulicą społeczną:
http://maly-anilolek.blog.onet.pl/2,ID407911439,index.html
http://mama-i-misiek.blog.onet.pl/przywileje-kobiet-w-ciazy-i-ma,2,ID406651432,n
http://le-monde-est-beau.blog.onet.pl/autobusowy-savoir-vivre,2,ID408151631,n
http://justynakulikowskalar.blog.onet.pl/Z-brzuszkiem-w-kolejce,2,ID408156126,n
Mam nadzieję, że ludzie się ogarną i zaczną się zachowywać jak należy. Zwłaszcza dorośli. Ciągle mnie pouczają odnośnie zachowania. A sami co robią?
Dopóki nie będzie szanować się matek i dzieci dopóty przyrost naturalny będzie maleć. A ja nie wiem czy chcę by mój potomek miał pracować na ludzi, którzy patrzyli na niego krzywo gdy był w formie zarodkowym w brzuszku mamy. Porażające jest spojrzenie na dzieci. Tyle.
Nie wiem czy w TESCO są kasy dla ciężarnych. Są jak yeti. Wszyscy słyszeli a nikt nie widział. No cóż. Parę w rozmowie z kumpelą przemycę słowa: no sorry, ale co z tymi ludźmi? Żeby nie ustępowali kobietom w ciąży miejsca w busie. (mam na myśli te po których widać. No bo sorry, w 1ym miesiącu to nie widać nic, a my nie mamy USG oraz promieniowania gamma w oczach). Ciekawe co by powiedzieli ci niewidzący gdyby ich żona/siostra/mama tak by musiały stać będąc w ciąży. Zaraz by się zbulwersowali. A ja proponuję starą zasadę: Nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe.
Oto wypowiedzi wielu kobiet, które w pewnym stopniu spotkały się ze znieczulicą społeczną:
http://maly-anilolek.blog.onet.pl/2,ID407911439,index.html
http://mama-i-misiek.blog.onet.pl/przywileje-kobiet-w-ciazy-i-ma,2,ID406651432,n
http://le-monde-est-beau.blog.onet.pl/autobusowy-savoir-vivre,2,ID408151631,n
http://justynakulikowskalar.blog.onet.pl/Z-brzuszkiem-w-kolejce,2,ID408156126,n
Mam nadzieję, że ludzie się ogarną i zaczną się zachowywać jak należy. Zwłaszcza dorośli. Ciągle mnie pouczają odnośnie zachowania. A sami co robią?
Dopóki nie będzie szanować się matek i dzieci dopóty przyrost naturalny będzie maleć. A ja nie wiem czy chcę by mój potomek miał pracować na ludzi, którzy patrzyli na niego krzywo gdy był w formie zarodkowym w brzuszku mamy. Porażające jest spojrzenie na dzieci. Tyle.
Wybory prezydenckie
Kto wygrał każdy widzi. Nie będę komentować tego. Poczekam na pierwsze wpadki/sukcesy głowy państwa. Wtedy się wypowiem. Szkoda tylko, że znowu wybrano osobę zbyt dojrzałą. I jak młodzi w tym kraju mają mieć lepiej?
sobota, 12 czerwca 2010
Polityka w Polsce to bagno
Po tragedii w Smoleńsku wszyscy ględzili, że Polska się zmieni. Że nie będzie tylu kłótni. Szczerze? Nie wierzyłam w to. I cieszę się bo bym się bardzo rozczarowała. Jestem za to zażenowana postępowaniem sztabów 2 głównych kandydatów na Prezydenta.
http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/sztab-komorowskiego-pozwie-pis-w-trybie-wyborczym,1,3244037,aktualnosc.html
Zwłaszcza kandydat głównej partii rządzącej popełnia błąd za błędem. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że pomaga swojemu konkurentowi w ogromnym stopniu. Ludzie jednak nie zagłosują na PiS. Już raz zasmakowali rządów PiS. Wielu nie podobał się też ich prezydent, który nie był uważany za prezydenta wszystkich obywateli tylko jednej partii...To gdzie te głosy trafią? Ciekawe jaka będzie frekwencja?? Powodzian nie biorę pod uwagę, bo muszą bronić dobytku...Czy znów ten naród będzie głosował przeciw czemuś?
Wielu rzeczy brakuje w polityce polskiej. Nie liczę jednak, że to się zmieni. Musiałabym do reszty zdurnieć by marzyć o kulturze w polityce.
http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/sztab-komorowskiego-pozwie-pis-w-trybie-wyborczym,1,3244037,aktualnosc.html
Zwłaszcza kandydat głównej partii rządzącej popełnia błąd za błędem. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że pomaga swojemu konkurentowi w ogromnym stopniu. Ludzie jednak nie zagłosują na PiS. Już raz zasmakowali rządów PiS. Wielu nie podobał się też ich prezydent, który nie był uważany za prezydenta wszystkich obywateli tylko jednej partii...To gdzie te głosy trafią? Ciekawe jaka będzie frekwencja?? Powodzian nie biorę pod uwagę, bo muszą bronić dobytku...Czy znów ten naród będzie głosował przeciw czemuś?
Wielu rzeczy brakuje w polityce polskiej. Nie liczę jednak, że to się zmieni. Musiałabym do reszty zdurnieć by marzyć o kulturze w polityce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)