No nie mogłam się zalogować na bloga....czyżby już zaczęli?
Anonymus to ostrzeżenie.
To wyrzut sumienia dla obecnych "propagujących demokrację".
Czy demokracją i ustrojem liberalnym jest zaglądanie komuś do łóżka?
Czy demokracją i ustrojem bazującym na wolnościach jest aresztowanie kogoś bo chciał posłuchać muzyki?
Stąd krótka droga do komunizmu i stalinizmu, którym tak gardzicie, drodzy "Demokraci".
Jeśli wprowadzicie ACTA to tylko na waszą niekorzyść.
I nie chodzi mi tylko o polityków.....
Tu raczej chodzi o zysk. Zysk "artystów". A co z tymi, którzy otrzymali dar od siły wyższej? I są prawdziwie utalentowanymi stworzeniami?
ACTA obróci się właśnie przeciw nim!!!
Plastiki mają to gdzieś....
A nie powinny.
1.Na czym polega rynek?
Na wymianie dóbr.
2. Dlaczego cocacola jest obecnie warta mniej niż 100 lat temu?
Bo jest konkurencja.
3. Co to jest konkurencja?
Zaprzeczenie monopolu.
4. Co to jest monopol?
To sytuacja gdy jedna grupa osób uważa, że pozjadała wszystkie rozumy i próbuje wszystkim narzucić swoją wolę.
5. Czy monopol jest groźny?
Tak, zwłaszcza dla gospodarki (i klienta).
6. Czy należy z nim walczyć?
Tak, i to wszelkimi dostępnymi środkami (prawnymi).
7. Dlaczego ludzie nie kupują krążków CD?
Bo często podoba im się jedna tylko piosenka, a marnowanie 6 dych z 1500 zł miesięcznej krwawicy nie jest zbytnio dla nich kuszącą perspektywą. Zwłaszcza gdy refundacja na lek dziecka się skończyła...
8. To co zrobić?
Sprzedawać składanki*, upowszechnić muzykę wszędzie. Sprzedawać pojedyncze piosenki za ceny w granicach normy (dla nabywcy i ehm artysty), więcej koncertów z normalnymi cenami dla przeciętnego Kowalskiego.
Dla chętnych dopłata do abonamentu internetowego/radiowego/telewizyjnego na tzw. kulturę. Można wtedy ściągać do woli albo aż nie skończy się limit.
No i przede wszystkim obniżyć ceny także filmów w kinie (książki zostawiam na inną okazję).
Za te pieniądze możnaby spokojnie nakręcić parę dobrych filmów.
Co więcej propagowanie muzyki klasycznej w szkołach.
9. Aaaaaaa...czyli gdyby ludzie nie ściągali to polskie (i nie tylko) kino lat zerowych nie byłoby tak denne?
TO bardzo dobre pytanie. W sam raz dla krytyków filmowych.
*składanki tzn. wchodzisz na stronę wskazaną przez ZAIKS. I ściągasz do oporu (limitu). Uprzednie formalności jak zaświadczenie o płaceniu abonamentu RTV już zostały załatwione. Tudzież wystarczyłyby kwity za neta za ostatnie pół roku. Proste???
niedziela, 22 stycznia 2012
piątek, 20 stycznia 2012
ACTA, cenzura, Polska, wszystko...........
Od dziś atakują mnie linki z cyklu: Polska może podpisać ACTA. To koniec internetu!!!
Eh.
Przeżyliśmy jako Naród inwazje Rosjan i Niemiec (w czasie zaborów).
Obroniliśmy wtedy kulturę. Potem była powtórka w czasie II Wojny Światowej.
Znów naród ocalał.
Yeah.
Zaczęła się cenzura.
Ale czy na pewno?
Owszem.
Po wybuchu w Czarnobylu nikt nic nie wiedział. Naród był robiony w konia, co skończyło się dla władzy tragicznie, bo została obalona w końcu lat osiemdziesiątych.
Niemniej jednak.
Czy cenzura przez duże "C" istniała?
Rozmowa kontrolowana - słyszał człowiek w aparacie telefonu.
Zatem rozwijano umysł by przekazać drugiej stronie wiadomość tak, by władza nie zorientowała się co w trawie piszczy. A piszczało sporo. Ewentualnie ignorowano wiele rzeczy.
Czy słusznie? - to pytanie dla filozofów. Oni ocenią i rozłożą człowieka na substancje proste.
Komedie polskie, jakie powstały w latach 60,70 i 80 zawyżyły poprzeczkę, której filmy lat "zerowych" nawet nie dotknęły. Niemniej jednak rzeczy, które tam "sprzedawano" przeczą cenzurze. A czy władze pozwoliłby na występy Laskowika i Smolenia, gdyby cenzura była w Polsce? To, co nazywano w Polsce cenzurą to tak naprawdę groteska.
Nie wątpię, że sporo musiano obciąć by wrzucić coś na wizję, ale to był efekt "dbania o obyczaje".
A czy dziś dba sie o obyczaje?
Wątpię.
Wszędzie tylko seks, przemoc, perwersja.
Zero powagi.
W filmie, szkole, dzienniku TV.
Powszechne schamienie.
I upadek obyczajów.
I nie mówię tylko o Polsce.
Więc co tu chronić?
Interesów korporacji?
Bo "w kupie" siła?
Korporacje wygrają może i bitwę.
Ocenzurują internet.
Brak będzie muzyki.
Filmów.
Ludzie stopniowo zaczną pracować na najniższych obrotach.
Zaniknie kultura (proszę Was! Obecnie szkoły nie propagują kultury, tylko robią masową produkcję jednostek nie do końca mogących odnaleźć się w dzisiejszym świecie.......)
I w sumie to będzie ich koniec..................
Człowiek mając do wyboru...kupno pod "presją" krążka CD (który po 10 latach będzie mniej funkcjonalny niż za przeproszeniem stara makulatura) a kupnem chleba/ubrania/podręcznika wybierze kupno chleba/ubrania czy podręcznika dla dziecka.
Tym samym wszelkie wytwórnie wykopią sobie grób.
Nim rządzący się na coś zdecydują powinni skonsultować się z tymi, którzy ich wybrali.
Bo skończą jak tyrani z rewolucji arabskiej.
Lud śpi jak ta Królewna Śnieżka po zakrztuszeniu się jabłkiem....
Ale i on dostanie swojego księcia...................
Eh.
Przeżyliśmy jako Naród inwazje Rosjan i Niemiec (w czasie zaborów).
Obroniliśmy wtedy kulturę. Potem była powtórka w czasie II Wojny Światowej.
Znów naród ocalał.
Yeah.
Zaczęła się cenzura.
Ale czy na pewno?
Owszem.
Po wybuchu w Czarnobylu nikt nic nie wiedział. Naród był robiony w konia, co skończyło się dla władzy tragicznie, bo została obalona w końcu lat osiemdziesiątych.
Niemniej jednak.
Czy cenzura przez duże "C" istniała?
Rozmowa kontrolowana - słyszał człowiek w aparacie telefonu.
Zatem rozwijano umysł by przekazać drugiej stronie wiadomość tak, by władza nie zorientowała się co w trawie piszczy. A piszczało sporo. Ewentualnie ignorowano wiele rzeczy.
Czy słusznie? - to pytanie dla filozofów. Oni ocenią i rozłożą człowieka na substancje proste.
Komedie polskie, jakie powstały w latach 60,70 i 80 zawyżyły poprzeczkę, której filmy lat "zerowych" nawet nie dotknęły. Niemniej jednak rzeczy, które tam "sprzedawano" przeczą cenzurze. A czy władze pozwoliłby na występy Laskowika i Smolenia, gdyby cenzura była w Polsce? To, co nazywano w Polsce cenzurą to tak naprawdę groteska.
Nie wątpię, że sporo musiano obciąć by wrzucić coś na wizję, ale to był efekt "dbania o obyczaje".
A czy dziś dba sie o obyczaje?
Wątpię.
Wszędzie tylko seks, przemoc, perwersja.
Zero powagi.
W filmie, szkole, dzienniku TV.
Powszechne schamienie.
I upadek obyczajów.
I nie mówię tylko o Polsce.
Więc co tu chronić?
Interesów korporacji?
Bo "w kupie" siła?
Korporacje wygrają może i bitwę.
Ocenzurują internet.
Brak będzie muzyki.
Filmów.
Ludzie stopniowo zaczną pracować na najniższych obrotach.
Zaniknie kultura (proszę Was! Obecnie szkoły nie propagują kultury, tylko robią masową produkcję jednostek nie do końca mogących odnaleźć się w dzisiejszym świecie.......)
I w sumie to będzie ich koniec..................
Człowiek mając do wyboru...kupno pod "presją" krążka CD (który po 10 latach będzie mniej funkcjonalny niż za przeproszeniem stara makulatura) a kupnem chleba/ubrania/podręcznika wybierze kupno chleba/ubrania czy podręcznika dla dziecka.
Tym samym wszelkie wytwórnie wykopią sobie grób.
Nim rządzący się na coś zdecydują powinni skonsultować się z tymi, którzy ich wybrali.
Bo skończą jak tyrani z rewolucji arabskiej.
Lud śpi jak ta Królewna Śnieżka po zakrztuszeniu się jabłkiem....
Ale i on dostanie swojego księcia...................
poniedziałek, 16 stycznia 2012
czy dzisiejszego mężczyznę staćna żonę? i te de...
Patrząc po wypowiedziach feministek i innych działaczek pro-kobiecych dochodzę do wniosku, że rodzaj ludzki powinien wyginąć*.
Dlaczego?
Zaczęto przeliczać na pieniądzę pracę kobiet.
Jednym słowem kobieta w domu to służąca.
Jej prace to:
1. kucharka
2. szwaczka.
3. nauczycielka
4. hetera. (w niektórych państwach to zawód)
5. opiekunka do dziecka (też).
6. sprzątaczka różnej maści.
7. hydraulik (tak tak, często gdy zapcha się kanalizacja to kobieta musi oczyszczać to wszystko...-> nie powiem, że czasem aż mdło człowiekowi).
8. praczka.
9. zwykły mechanik (jak się gałka urwie od szafki to też często kobieta musi to naprawić).
10. księgowa (jak już zrobi zakupy to musi podliczyć i martwić się jak dożyć do pierwszego).
Podliczając to powinno tak średnio wyjść 4 tyś (netto) (opcja najmniej optymistyczna).
Oczywiście należy oddać sprawiedliwość panom, którzy sobie sami piorą, prasują (niekoniecznie), pomagają partnerce. Trzepią dywany, bawią się żmijką.
Niestety są....w mniejszości.
Podsumowując...wystarczy, że będziemy się wymieniać obowiązkami (to nie jest trudne), a dojdzie się do konsensusu (jakiegoś). No i wzajemny szacunek.
To najważniejsze.
A jakie trudne.
*nie będzie kobiety, nie będzie dzieci, nie będzie niczego
PS. kobiety na wsi zawsze miały to swoje "równouprawnienie". Przynajmniej wg Orzeszkowej. Równie ciężko pracowały jak mężczyźni. Nie oszczędzały się nawet jak były "przy nadziei". No bo co. Chłopka rodzi i wraca do pracy....Dla mnie było to szokujące. W końcu wypieszczona i wychowana w XXI wieku nie rozumiałam jak można urodzić dziecko i wrócić do pracy, którą wykonywało się przed porodem.....W końcu dziecku potrzeba poświęcić czasu. No nie?
A kobiety - włókniarki? One miały ciężkie warunki pracy. No i jeszcze musiały dbać o dom....
Niby kobieta z rodu szlacheckiego miała "najlepszą" sytuację. Miała służących. A zadaniem jej samym było wydanie na świat zdrowego potomka. Najlepiej syna. Niby się edukowała. Po to by "błyszczeć" na salonach jak jakaś...lala. Czy może lalka.
Do czego zmierzam?
Los kobiety niezależnie od szerokości geograficznej, przynależności państwowej czy materialnej zawsze będzie ciężki.
Dlaczego?
Zaczęto przeliczać na pieniądzę pracę kobiet.
Jednym słowem kobieta w domu to służąca.
Jej prace to:
1. kucharka
2. szwaczka.
3. nauczycielka
4. hetera. (w niektórych państwach to zawód)
5. opiekunka do dziecka (też).
6. sprzątaczka różnej maści.
7. hydraulik (tak tak, często gdy zapcha się kanalizacja to kobieta musi oczyszczać to wszystko...-> nie powiem, że czasem aż mdło człowiekowi).
8. praczka.
9. zwykły mechanik (jak się gałka urwie od szafki to też często kobieta musi to naprawić).
10. księgowa (jak już zrobi zakupy to musi podliczyć i martwić się jak dożyć do pierwszego).
Podliczając to powinno tak średnio wyjść 4 tyś (netto) (opcja najmniej optymistyczna).
Oczywiście należy oddać sprawiedliwość panom, którzy sobie sami piorą, prasują (niekoniecznie), pomagają partnerce. Trzepią dywany, bawią się żmijką.
Niestety są....w mniejszości.
Podsumowując...wystarczy, że będziemy się wymieniać obowiązkami (to nie jest trudne), a dojdzie się do konsensusu (jakiegoś). No i wzajemny szacunek.
To najważniejsze.
A jakie trudne.
*nie będzie kobiety, nie będzie dzieci, nie będzie niczego
PS. kobiety na wsi zawsze miały to swoje "równouprawnienie". Przynajmniej wg Orzeszkowej. Równie ciężko pracowały jak mężczyźni. Nie oszczędzały się nawet jak były "przy nadziei". No bo co. Chłopka rodzi i wraca do pracy....Dla mnie było to szokujące. W końcu wypieszczona i wychowana w XXI wieku nie rozumiałam jak można urodzić dziecko i wrócić do pracy, którą wykonywało się przed porodem.....W końcu dziecku potrzeba poświęcić czasu. No nie?
A kobiety - włókniarki? One miały ciężkie warunki pracy. No i jeszcze musiały dbać o dom....
Niby kobieta z rodu szlacheckiego miała "najlepszą" sytuację. Miała służących. A zadaniem jej samym było wydanie na świat zdrowego potomka. Najlepiej syna. Niby się edukowała. Po to by "błyszczeć" na salonach jak jakaś...lala. Czy może lalka.
Do czego zmierzam?
Los kobiety niezależnie od szerokości geograficznej, przynależności państwowej czy materialnej zawsze będzie ciężki.
sobota, 14 stycznia 2012
yyyyy...........magiel poraz enty....
http://wiadomosci.wp.pl/gid,14167117,gpage,5,img,14167145,title,Milicja-leje-ludzi,galeria.html
Czyżby to kolejny film o dziejach ludzi żyjących w Czarnych Czasach?
Chyba tak.
Nie ukrywajmy....
Młodzież (starsza i młodsza) nie ma ochoty na kolejną procję historii (no chyba, że lekcji nie będzie).
Ile osób wie o Katyniu? (mam na myśli ludzi z przedziału 11-24 lata)
Mało.
Nie liczę entuzjastów (uczestników kół, Grup Dumy Narodu itp)
Ja sama wyłączam tv (gdy jestem w domu) ilekroć w Dzienniku mówią o kolejnych potyczkach z Rosją w ramach "pamięci" o Katyniu i Smoleńsku (tym wcześniejszym).
No i spokojnie pójdę we wtorek z przyjaciółmi na Sherlocka Holmesa.
Raz do roku trzeba się odchamić, nie?
Moja rada (min. co do Katynia, Smoleńska, Smoleńska 2010).
1. Pamiętać o zmarłych.
2. Wspierać żyjących (zwłaszcza biednych)
3. Myśleć o przyszłości poprzez miłowanie bliźniego takim jakim on jest, a jeśli błądzi to wyciągnąć rękę by się nie glebnął* moralnie (i fizycznie).
A zatem....
Nauka historii tak.
Ale żywa.
Gdzieś już o tym pisałam.
A w sumie nauka historii i społeczeństwa (cokolwiek to znaczy...).
Ale to trzeba przeczekać tak z 20 lat...na następnego ME.
Póki co żaden "Mistrz" Edukacji nie skupił się na tym, by Dzieci były Nauczone, ale na tym, by osiągnąć wyniki za wszelką cenę.
Wyników nie ma....
A dziennikarze nadal się mądrzą......
Jak to powiedziano...
Nauczyciele byli kagankiem oświaty.
Prąd zdrożał a kaganek został...
*skoro dziennikarze zapominają o byciu wzorem dla przeciętnych i maluczkich, to czemu ja mam przestrzegać norm? W końcu oni studiowali dziennikarstwo. Na którym zwłaszcza wykładali polonistykę w takiej czy innej ilości godzin dydaktycznych.
Czyżby to kolejny film o dziejach ludzi żyjących w Czarnych Czasach?
Chyba tak.
Nie ukrywajmy....
Młodzież (starsza i młodsza) nie ma ochoty na kolejną procję historii (no chyba, że lekcji nie będzie).
Ile osób wie o Katyniu? (mam na myśli ludzi z przedziału 11-24 lata)
Mało.
Nie liczę entuzjastów (uczestników kół, Grup Dumy Narodu itp)
Ja sama wyłączam tv (gdy jestem w domu) ilekroć w Dzienniku mówią o kolejnych potyczkach z Rosją w ramach "pamięci" o Katyniu i Smoleńsku (tym wcześniejszym).
No i spokojnie pójdę we wtorek z przyjaciółmi na Sherlocka Holmesa.
Raz do roku trzeba się odchamić, nie?
Moja rada (min. co do Katynia, Smoleńska, Smoleńska 2010).
1. Pamiętać o zmarłych.
2. Wspierać żyjących (zwłaszcza biednych)
3. Myśleć o przyszłości poprzez miłowanie bliźniego takim jakim on jest, a jeśli błądzi to wyciągnąć rękę by się nie glebnął* moralnie (i fizycznie).
A zatem....
Nauka historii tak.
Ale żywa.
Gdzieś już o tym pisałam.
A w sumie nauka historii i społeczeństwa (cokolwiek to znaczy...).
Ale to trzeba przeczekać tak z 20 lat...na następnego ME.
Póki co żaden "Mistrz" Edukacji nie skupił się na tym, by Dzieci były Nauczone, ale na tym, by osiągnąć wyniki za wszelką cenę.
Wyników nie ma....
A dziennikarze nadal się mądrzą......
Jak to powiedziano...
Nauczyciele byli kagankiem oświaty.
Prąd zdrożał a kaganek został...
*skoro dziennikarze zapominają o byciu wzorem dla przeciętnych i maluczkich, to czemu ja mam przestrzegać norm? W końcu oni studiowali dziennikarstwo. Na którym zwłaszcza wykładali polonistykę w takiej czy innej ilości godzin dydaktycznych.
poniedziałek, 9 stycznia 2012
yyyyyyy..........Remonty PKP i (opłakane) skutki dla podróżnych
Odkąd zaczęłam studiować zostałam zmuszona do zmiany miasta.
W sumie to sama się zmusiłam.
Siłą rzeczy do domu trzeba jakoś dojechać.
Wybrałam opcję PKP.
Podróż do domu na 1 roku zajmowała mi 2 h z lekką nawiązką w postaci 10 minut.
Nie było mijanek (nie no, były, ale akurat dziwnym trafem TO mój pociąg zawsze czekał na inny. No i o dziwo robił to pośpieszny.).
Po 1 roku zaczęła się kilkumiesięczna gehenna.
Trwała właściwie 3 miesiące. Czyli do zmiany rozkładu.
Pociąg raz, że jeździł wolniej. Ponadto się opóźniał. A co gorsza przez te trzy miesiące remontów na odcinku Łódź Kaliska - Toruń na niektórych kursach funkcjonowała autobusowa komunikacja zastępcza.
Powinnam się cieszyć, że coś zapewnili?
Mhm.
Akurat to jest obowiązek przewoźnika by zapewnić transport zastępczy - > gdy sytuacja powstała z jego winy.
A powstała, bo 20 lat "koledzy" z innej grupy nie remontowali torów.
No i teraz im się przypomniało.
Abstrahując od wywodów nt PKP i spółek "córek" (raczej wrednych pasierbic) zawiniło państwo.
Czyli my.
Czyli pasażerowie.
Niech żyje kapitalizm (pffffffffff)
Wniosek: niech oni naprawią te tory raz a porządnie. Albo położą nieopodal drugie.
Ile można czekać na mijankę.
To nie "zawrotne:" prędkość pociągłów* powodują opóźnienia.
Nie żadne tajfuny, wiatr, powodzie.
Tylko mijanki.
Bo często mój pociąg czeka 20 minut by przepuścić 3 pociągi naraz (Ostrowy, 3** ci piątek Października 2011).
A rzadko jest tak, że czyjś przepuszcza mój.
Naprawdę rzadko.
Może nieraz w Łęczycy od święta się zdarzy.
Ale najczęściej to ja mam to szczęście.
Zresztą wówczas denerwuję się przez wzgląd na rodziców, bo się pewnie o mnie martwią. (przezornie zawsze dbam o żołądek przez doskonałą organizację prowiantu).
Ja sobie wyciągnę książkę, zeszyt i odpływam słuchając jak mantrę narzekania współpasażerów "Kiedy pojedziemy"?
Poszłam kiedyś do konduktora i zapytałam się go "dlaczego stoimy?".
On: przepuszczamy pociągi
Ja: mhm, już przepuściliśmy dwa.
On: będzie trzeci, a ponadto remontowany jest tor.
Ja: *zonk* Przecież remontowaliście te tory ROK TEMU *pisnęłam jak blondynka w horrorze*
Kolega zmotoryzowany powiedział mi kiedyś "zamień pociąg na autobus albo znajdź sobie chłopaka".
Ja: yyyyyyyyyyyy..........Autobus jest za drogi, nie ma możliwości zmiany pozycji, nie załatwisz się w nim jak cię mocno przyszpili. No i nie zawsze masz dobrą wentylację. A ponadto jest drogi. (co, jak co, ale ulgi na bilety jednorazowe w niektórych PKS-ach najzwyczajniej nie istnieją.
Tzn.
Są oczywiście ustawowe, dla osób niepelnosprawnych (jak dla mnie, to oni nie powinni w ogóle płacić).
Są niby ulgi dla emerytów. Mhm. Zależy gdzie. No i podstawowy bezpłatny przejazd dla osób "waznych": A oni taki często jeżdżą autobusami że aż im te "ulgi 100 procentowe" do życia potrzebne.
Jaaaaaaaaasne.
A studenci w ogóle nie mają ulg albo maleńkie co powoduje, że PKP i tak jest górą.
Pomijając już fakt, że ogólnie to pociągi są szybsze.
I nawet nie takie obskórne (choć zdarzało mi się jeździć składami, które się bardziej nadają na przewóz ......kibiców niż przeciętnych ludzi-> plastikowe siedzenia, lekko obdrapane).
A i drogi polskie w pewnych miejscach to jakieś wykopalisko archeologiczne, a nie miejsce gdzie mogłyby się poruszać pojazdy w poniekąd cywilzowanym kraju.
Dlatego przepraszam za marudzenie i trzymam kciuki za PKP. Rozbudowujcie się, rozszerzajcie linie torowe. I nie dajcie się sprzedać ani wygryźć!!!
Prywatyzacja zawsze zachodzi ze szkodą dla klienta (przynajmniej w Polsce).
*do dziś jestem w szoku, że na polskich torach pociąg Tanich Chyba Linii Kolejowych osiągnął prędkość 118 km/h zanim się wykoleił. Normalna prędkość, jaką się da to 100 km/h (to chyba w bólach...). Normalnie to pociąg jedzie tak 60-70 km/h. Zresztą jak sprawdzacie czas podróży, to proponuję zastosować stary przyjazny (zresztą) wzór z lekcji fizyki i obliczyć orientacyjną prędkość z jaką powinien poruszać się nasz pociąg by dojechać na czas. A potem wziąć poprawkę na pogodę i na warunki "drogowe" a właściwie torowe (wahania => plus minus 30 minut z naciskiem na opóźnienie....)
**tydzień po wyborach, zdążono odwołać starego ministra, więc chaos z radością przypiszę ministrowi jaki wyłonił się niczym Venus z Milo. Czyjaś to wina być musiała. A p. Cezary swoje już "odcierpiał"
W sumie to sama się zmusiłam.
Siłą rzeczy do domu trzeba jakoś dojechać.
Wybrałam opcję PKP.
Podróż do domu na 1 roku zajmowała mi 2 h z lekką nawiązką w postaci 10 minut.
Nie było mijanek (nie no, były, ale akurat dziwnym trafem TO mój pociąg zawsze czekał na inny. No i o dziwo robił to pośpieszny.).
Po 1 roku zaczęła się kilkumiesięczna gehenna.
Trwała właściwie 3 miesiące. Czyli do zmiany rozkładu.
Pociąg raz, że jeździł wolniej. Ponadto się opóźniał. A co gorsza przez te trzy miesiące remontów na odcinku Łódź Kaliska - Toruń na niektórych kursach funkcjonowała autobusowa komunikacja zastępcza.
Powinnam się cieszyć, że coś zapewnili?
Mhm.
Akurat to jest obowiązek przewoźnika by zapewnić transport zastępczy - > gdy sytuacja powstała z jego winy.
A powstała, bo 20 lat "koledzy" z innej grupy nie remontowali torów.
No i teraz im się przypomniało.
Abstrahując od wywodów nt PKP i spółek "córek" (raczej wrednych pasierbic) zawiniło państwo.
Czyli my.
Czyli pasażerowie.
Niech żyje kapitalizm (pffffffffff)
Wniosek: niech oni naprawią te tory raz a porządnie. Albo położą nieopodal drugie.
Ile można czekać na mijankę.
To nie "zawrotne:" prędkość pociągłów* powodują opóźnienia.
Nie żadne tajfuny, wiatr, powodzie.
Tylko mijanki.
Bo często mój pociąg czeka 20 minut by przepuścić 3 pociągi naraz (Ostrowy, 3** ci piątek Października 2011).
A rzadko jest tak, że czyjś przepuszcza mój.
Naprawdę rzadko.
Może nieraz w Łęczycy od święta się zdarzy.
Ale najczęściej to ja mam to szczęście.
Zresztą wówczas denerwuję się przez wzgląd na rodziców, bo się pewnie o mnie martwią. (przezornie zawsze dbam o żołądek przez doskonałą organizację prowiantu).
Ja sobie wyciągnę książkę, zeszyt i odpływam słuchając jak mantrę narzekania współpasażerów "Kiedy pojedziemy"?
Poszłam kiedyś do konduktora i zapytałam się go "dlaczego stoimy?".
On: przepuszczamy pociągi
Ja: mhm, już przepuściliśmy dwa.
On: będzie trzeci, a ponadto remontowany jest tor.
Ja: *zonk* Przecież remontowaliście te tory ROK TEMU *pisnęłam jak blondynka w horrorze*
Kolega zmotoryzowany powiedział mi kiedyś "zamień pociąg na autobus albo znajdź sobie chłopaka".
Ja: yyyyyyyyyyyy..........Autobus jest za drogi, nie ma możliwości zmiany pozycji, nie załatwisz się w nim jak cię mocno przyszpili. No i nie zawsze masz dobrą wentylację. A ponadto jest drogi. (co, jak co, ale ulgi na bilety jednorazowe w niektórych PKS-ach najzwyczajniej nie istnieją.
Tzn.
Są oczywiście ustawowe, dla osób niepelnosprawnych (jak dla mnie, to oni nie powinni w ogóle płacić).
Są niby ulgi dla emerytów. Mhm. Zależy gdzie. No i podstawowy bezpłatny przejazd dla osób "waznych": A oni taki często jeżdżą autobusami że aż im te "ulgi 100 procentowe" do życia potrzebne.
Jaaaaaaaaasne.
A studenci w ogóle nie mają ulg albo maleńkie co powoduje, że PKP i tak jest górą.
Pomijając już fakt, że ogólnie to pociągi są szybsze.
I nawet nie takie obskórne (choć zdarzało mi się jeździć składami, które się bardziej nadają na przewóz ......kibiców niż przeciętnych ludzi-> plastikowe siedzenia, lekko obdrapane).
A i drogi polskie w pewnych miejscach to jakieś wykopalisko archeologiczne, a nie miejsce gdzie mogłyby się poruszać pojazdy w poniekąd cywilzowanym kraju.
Dlatego przepraszam za marudzenie i trzymam kciuki za PKP. Rozbudowujcie się, rozszerzajcie linie torowe. I nie dajcie się sprzedać ani wygryźć!!!
Prywatyzacja zawsze zachodzi ze szkodą dla klienta (przynajmniej w Polsce).
*do dziś jestem w szoku, że na polskich torach pociąg Tanich Chyba Linii Kolejowych osiągnął prędkość 118 km/h zanim się wykoleił. Normalna prędkość, jaką się da to 100 km/h (to chyba w bólach...). Normalnie to pociąg jedzie tak 60-70 km/h. Zresztą jak sprawdzacie czas podróży, to proponuję zastosować stary przyjazny (zresztą) wzór z lekcji fizyki i obliczyć orientacyjną prędkość z jaką powinien poruszać się nasz pociąg by dojechać na czas. A potem wziąć poprawkę na pogodę i na warunki "drogowe" a właściwie torowe (wahania => plus minus 30 minut z naciskiem na opóźnienie....)
**tydzień po wyborach, zdążono odwołać starego ministra, więc chaos z radością przypiszę ministrowi jaki wyłonił się niczym Venus z Milo. Czyjaś to wina być musiała. A p. Cezary swoje już "odcierpiał"
Subskrybuj:
Posty (Atom)