Ehm. W dobie mp4, ipodów i programów p2p myli się ten, który uważa, że za ściąganie trzeba karać. Piractwo muzyczne i filmowe trwa od dawna. Skoro ciężko jest zwalczyć handel płytami z rynku, to ściganie przestępstw cyfrowych też będzie trudne do osiągnięcia.
Dawniej (i dziś) kupowało się fałszywki, bo brak było kasy na oryginalne płyty. No bo za fałszywkę zapłacisz maksymalnie 20 zeta (osobiście uważam to za zdzierstwo- przypomina podatek od podatku) a za oryginał (niekoniecznie świeży) ok 60 zeta, chociaż ceny ponoć już spadły (mam na myśli muzykę), bo filmy rzeczywiście w Empiku potaniały.
Dziś ludzie nie chcą kupować nawet fałszywek. Wolą poczekać aż ktoś wrzuci płytę Kazika czy innego gwiazdora na p2p i hulaj dusza. Gdyby można było kupować same single (zabezpieczone w odpowiedni sposób {chociaż wszystko da się złamać}) za przytomną cenę (dodawać jeszcze gratisy*) to zbiłoby się ładną kasę. Najwyraźniej niektóre dinozaury (polskiej i nie tylko) sceny muzycznej nie znają ekonomii i są tak naiwne, że potrzebują pomocy firm fonograficznych. A przecież firma musi też zarabiać. Bo to przedsiębiorstwo, a nie fundacja. Jeśli jest dobry produkt jest poptyt. Jeśli cena jest zbyt duża to popyt jest maleńki. No czy ja muszę prawa rządzące życiem przywoływać? Gwiazdki to powinny znać. Nie słucham przeważnie polskiej muzyki (chyba, że przypadkiem w radiu) albo pójdę sobie na jakiś koncert chórów do kościoła. Czemu wykazuję się brakiem patriotycznej postawy? Z prostej przyczyny. Nie ma czego słuchać. Czasem można parę fajnych singli na wp.pl znaleźć, ale generalnie POLSKA MUZYKA ROZRYWKOWA od 15 lat to dno. Depresja. Nawet rów tektoniczny. Głębszy niż Rów Mariański. Jedyne czego się czasem da słuchać ( i uszy nie odpadną od razu) to disco polo. Lekka muzyka (po której wszyscy jeżdżą, a tak na prawdę najlepiej się przy niej bawią). Zdarzają się przebłyski w hip-hopie (do którego mam odczucia skrajne). Generalnie nie mam czego słuchać.
Proponuję zatem by sprzedawać właśnie pojedyncze piosenki (poza tradycyjną sprzedażą) lub aby klient mógł sobie komponować składankę. Płaciłby za całą płytę. Przysyłano by ją. A o rozliczenie z artystą niech się firma martwii (jeśli artysta sam nie sprzedaje swoich singli, a korzysta np z iTunes).
Jeśli chodzi o filmy to niestety sytuacja wcale nie jest lepsza. W Polsce od czasu "Nigdy w życiu" jakość filmów się nie polepszyła. Mało które mnie bawią. Częściej irytują lub wprowadzają w letarg. Pluje się na PRL, ale to właśnie wtedy produkowano najlepsze polskie komedie (parę przedwojennych też obejrzałam). Mogę kilka razy oglądać Kogel Mogel i mnie to ubawi do łez. Zaś najnowsze filmy jestem w stanie obejrzeć raz. Tak było z "Nie kłam kochanie", "Tylko mnie kochaj" czy "Katyń". Ten ostatni film wcale mi się nie podobał. Ktoś powie: On nie miał się podobać. A właśnie nawet filmy oparte na faktach powinny się podobać. Jak nas, młodych można zainteresować historią? Bo samo MPW (Muzeum Powstania Warszawskiego) nie spowoduje pędu do odkrywania historii. Dobre filmy oparte na faktach historycznych też są potrzebne.
Jak sprzedawać filmy? Tak jak muzykę. Przeciętny film zajmuje ok 600 - 800 MB chociaż zdarzają się i takie, które mają 1 gb!!! Porażka. W każdym razie na płycie DVD znalazłoby ok 5 filmów. Może cztery. Gdyby ktoś chciałby np. wywiady z aktorami musiałby zapłacić dodatkowo za usługę. I tak wilk byłby syty i owca cała.
Na temat piractwa książkowego i piractwa dotyczącego gier nie będę się wypowiadać, bo po pierwsze:
1. jeśli gram to w to co mam dostępne w ramach WINDOWSA (czasem gram na necie)
2. podręczniki akademickie z tego co zauważyłam coraz rzadziej opłaca się kopiować (pewne wydawnictwo tak wywindowało ceny, że opłaca się kupić oryginał), a wiele bibliotek stara się ułatwić życie studentom. Z piraceniem zwykłych książek się nie spotkałam. Częściej słyszę o plagiatowaniu (np. Harry'ego Pottera).
* za które też pewnie trzeba byłoby dopłacić (to jest kapitalizm, nie ma nic za darmo :(, nawet by oberwać musisz zasłużyć)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz